Izba Architektów Rzeczypospolitej Polskiej
Stowarzyszenie Architektów Polskich
Andrzej Maria RzymkowskiHalina SkibniewskaTadeusz EspenszitWincenty Franciszek SzoberLudwik MackiewiczJacek Kajetan CydzikAndrzej Jan BołtućJerzy SuchockiJerzy KumelowskiMarian WeigtWacław WdowiakMonika Katarzyna KowalskaAndrzej GretschelWitold Stanisław ArkuszewskiRobert TauszyńskiOlga DoraczyńskaJan SawkaJuliusz DumnickiZygmunt KłopockiPiotr Szymon GrześkiewiczHenryk KaraZbigniew JaroszyńskiKazimierz ŻukWojciech KakowskiMarian LitewkaPiotr ŻwikiewiczAdam FołtynHelena MorsztynkiewiczEwa Garber-DanyszKazimierz Józef DziewońskiHermogenesa Antonina DomaradzkaJanusz TowpikHenryk NardyJulian Augustyn DuchowiczStefan OsieckiHelena Ewa RozinowiczRyszard WcisłoLeszek KubiakJan PalladoKrzysztof MościbrodaJerzy KuźmienkoJerzy SosnkowskiStefan CybichowskiLucjan CepaZygmunt Knothe
In memoriam - Pamięci Architektów Polskich
Jerzy Władysław Sołtan

prof. arch. Jerzy Władysław Sołtan

* 06.03.1913, Prezma (Łotwa)

† 16.09.2005, Boston (USA)

Jerzy Władysław Sołtan - architekt.
Członek SARP O. Warszawa.
Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej (1948). Doktor Honoris Causa Politechniki Warszawskiej (2001).

Autor m.in.:
- gmach Ubezpieczalni Społecznej w Wilnie (1938?) -  współautor Stanisław Murczyński;
- Zespół Sportowy SKS "Warszawianka" w Warszawie (1954-62) - współautorzy: Zbigniew Ihnatowicz, Lech Tomaszewski, Włodzimierz Wittek, Wiktor Gessler (i inni) - wyróżnienie w nagrodzie PKOl "Wawrzyn Olimpijski 1969";
- bar "Wenecja" w Warszawie (1961) - współautorzy: Z. Ihnatowicz i Adolf Jan Szczepiński - (współpraca W. Gessler) - Nagroda KBUA II stopnia (1961);
- zespół PDT "Dukat" w Olsztynie (1959-62) - współautor Z. Ihnatowicz, (współpraca W. Gessler, Jerzy Brejowski, Wojciech Fangor, L. Tomaszewski, Viola Damięcka, Andrzej Pinno, Elżbieta Kossacz-Gesslerowa) - Nagroda II stopnia Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych (1965).

Konkursy m.in.:
- na projekt szkicowy gmachu Ligi Obrony Powietrznej Państwa na skrzyżowaniu ul. Piłsudskiego/Niepodległości w Warszawie (1937) - I nagroda;
- na projekt szkicowy Gmachu Ubezpieczalni Społecznej w Wilnie (1937) - zakup;
- na projekt stadionu międzydzielnicowego na Pradze w Warszawie (1954) - I nagroda;
- na szkicowe opracowanie projektu kościoła parafialnego w Sochaczewie pw. Matki Boskiej Różańcowej i Królowej Świata (1957) - nagroda.

Członek Rady SARP (1957-?).

Odznaczenia m.in.: Order Sztandaru Pracy I Klasy (1964).

 

WSPOMNIENIA

W połowie września 2005 r. nadeszła wiadomość od profesora Andrzeja Pinno z Texasu, że profesor Jerzy Sołtan zmarł w Cambridge w Stanie Massachussetts w USA, gdzie mieszkał i pracował od początku lat 60-tych.
Od lipca 2001 r. kiedy delegacja Politechniki Warszawskiej pod przewodnictwem Rektora prof. Jerzego Woźnickiego i Dziekana Wydziału Architektury prof. Stefana Wrony wręczała mu Dyplom Doktora Honoris Causa Politechniki Warszawskiej, wiadomości o Sołtanie, które docierały do Warszawy były skąpe. Wiedziano, że złamał nogę. Ale po pewnym czasie Wacław Zalewski, profesor sąsiedniego w stosunku do Harvardu słynnego MIT, również doktor Honoris Causa Politechniki Warszawskiej mówił, że spotkał Sołtana w klubie profesorskim. Później znów nie mieliśmy o Nim wiadomości. W grudniu 2004, będąc w Bostonie postanowiłem odwiedzić Sołtana. Był zmrok, kiedy dotarłem na Shady Hill Square. Okna domu profesora wychodzące na skwer były jasno rozświetlone, jaśniej niż kiedyś, a ganek wejściowy w remoncie. Nie można było dostać się do drzwi głównych. Byłem zaniepokojony. Poszedłem do wejścia z drugiej strony - od kuchni. Tam drzwi były uchylone. We wnętrzu stał wózek inwalidzki. Był to znak, że profesor zapewne jest w domu. Usłyszałem donośne „kto tam” ? Odpowiedziałem równie głośno. Znalazłem Go w sąsiednim pokoju w łóżku. Po kilku powitalnych zdaniach rozmowa przeszła, jak zwykle, na tematy warszawskie. Co nowego? Co nowego w architekturze? Co słychać u Hansena?, A co u Violi Damięckiej? Widać było jednak, że rozmowa sprawia mu trudności. Mimo to nalegał, by jeszcze pozostać, niebawem wróci z pracy jego córka Joanna. Nie czekaliśmy długo. W trójkę przy lampce wina rozmowa potoczyła się swobodniej. Zatelefonowaliśmy do Andrzeja Pinno, aby mu powiedzieć, że nasz profesor mimo ograniczeń rekonwalescencji ma się nieźle.
Opuszczałem Shady Hill wspominając w myślach moje pierwsze bezpośrednie spotkanie z profesorem Sołtanem na warszawskiej ASP w 1958 r., kiedy podczas egzaminu wstępnego zapytał mnie, które spośród dzieł architektury, wywarły na mnie szczególne wrażenie - powiedziałem szczerze, że katedra w Reims. Mało pamiętałem wtedy o Le Corbusierze i o tym, że ”architektura to gra brył w słońcu”, a „katedra gotycka (z jej kunsztownym żebrowaniem) jest dramatem”… Mimo to egzamin zdałem, a to w konsekwencji otworzyło możliwość kilkuletnich bezpośrednich kontaktów z profesorem, w szczególnej w tamtym czasie atmosferze warszawskiej ASP.
Sołtan był wówczas jedną z czołowych postaci warszawskiego środowiska architektonicznego. Jego poglądy, błyskotliwość sądów, erudycja i specyficzny sposób bycia zjednywały mu grono sympatyków szczególnie wśród młodszego pokolenia. Na co dzień nosił wełniany zielony uniform armii amerykańskiej. (Żartował sobie z tego Jerzy Hryniewiecki.)  Jeździł po Warszawie Volkswagenem garbusem. Było w tym coś z pozy, ale i podkreślenie wartości rzeczy typowych. Miał za sobą doświadczenie współpracy ze sławnym Le Corbusierem. Szczególnie w sytuacji ograniczanych wtedy kontaktów z zagranicą stwarzało to wokół Niego mit wiadomości czegoś wielkiego, lecz nie do końca uchwytnego. To musiało zaciekawiać. Wielu kończąc studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, podejmowało wówczas dalsze studia na ASP. (Byli to m.in.: Jacek Baszkowski, Zbigniew Cianciara, Zbigniew Górecki, Alicja Henrych, Krzysztof Łukasiewicz, Andrzej Pinno). Sympatię budziła Jego wyrazista osobowość. Charakterystyczna wyniosła postura, poczucie humoru, nie pozbawiony złośliwości, czasem bezkompromisowy, ale i przyjazny stosunek do ludzi, szczególnie wówczas, gdy dostrzegał w nich coś indywidualnego, talent, szersze zainteresowania, charakteryzowały tę szczególną postać. W okresie swojej działalności w Polsce w latach 1949 – 1964 dokonał wiele. Był jednym z głównych autorów znanych obiektów m.in.: Stadionu klubu sportowego Warszawianka przy ul Puławskiej, stacji kolei Śródmieście w Warszawie, Baru Wenecja na warszawskiej Woli, Pawilonów polskich wystaw na targi międzynarodowe, projektu konkursowego pawilonu polskiego w na wystawę światową w Brukseli i projektu konkursowego kościoła w Sochaczewie. Na Akademii był prekursorem kształcenia w kierunku wzornictwa przemysłowego. Publiczne debaty, dyskusje o architekturze z Jego udziałem zawsze były inspirujące. Podczas dyskusji po konkursowej na tzw. „ Ścianę Wschodnią” placu przed Pałacem Kultury zwrócił uwagę, że powinno się raczej mówić o „Stronie Wschodniej”, ponieważ chodzi o wschodnią część śródmieścia Warszawy, o przestrzeń, a nie jedynie o pierzeję placu. Od tamtej dyskusji przyjął się termin Strona Wschodnia, dziś powszechnie używany.
Gdy zmarł Le Corbusier podczas wieczoru w warszawskiej Zachęcie poświęconego jego pamięci, Sołtan mówił: „niejednemu się zdaje - może Le Corbusier, mogę i ja”. Przestrzegał przed pokusą łatwego naśladownictwa.
Sołtan był przekonany, i tak uczył, że każde zadanie projektowe powinna poprzedzać poważna analiza tego, czemu dany obiekt, dana rzecz, ma służyć. Do historycznych precedensów zachowywał krytyczną rezerwę. Kiedy podejmowano w Jego pracowni ćwiczenie projektowe wymagał aby student własnoręcznie wykonał szkice miejsca i otoczenia, w którym ma projektować. Punktem wyjścia do rozpoczęcia projektowania miały być zatem: w pełni rozeznany i przeżyty kontekst i głęboko, dokładnie przemyślany program zadania – celu. Można by powiedzieć, że były to wymagania ściśle racjonalistyczne. Tak, ale nie były to jedyne wymagania. Wówczas, gdy rozwiązanie wydawało Mu się mało racjonalne zwykł wykonywać charakterystyczny gest drapiąc się prawą ręką w lewe ucho. Oczekiwał  znacznie więcej i czegoś o wiele trudniejszego – wewnętrznego poetyckiego stosunku do podjętego zadania projektowego. Postawa taka miała zapewne źródło w tym, co na ten temat pisał Le Corbusier: „wykonałeś wszystko racjonalnie i dzięki ci za to… aleś mnie nie wzruszył.” Sołtan znakomicie posługiwał się rysunkiem, ale był wrogiem rysowania mechanicznego, opartego głównie o zręczność architektonicznego rysunku perspektywicznego. Zajmował w związku z tym krytyczne stanowisko w stosunku do metody uczenia rysunku stosowanej „na Koszykowej” - jak zwykł nazywać Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Według Sołtana każda kreska rysunku, zanim pojawi się na papierze powinna być poprzedzona namysłem nad jej znaczeniem. Sam tak rysował. Namysłem wyjaśniał pozorną nieporadność szkiców Le Corbusiera (podobała mu się syntetyczność grafik Konrada Kucza-Kuczyńskiego). Szczególne znaczenie przypisywał zagadnieniu proporcji. Był współtwórcą corbusierowskiego „Modulora” i w przekonujący sposób jego zasady wyjaśniał.
Jego głęboko przeżywany stosunek do pracy projektowej, pracy artystycznej, tak własnej, jak i tych, których uczył miał daleko idące konsekwencje. W sprawach zasadniczych dotyczących etyki i sztuki nie uznawał kompromisów. To miało wpływ na koleje Jego losu i kariery w złożonych uwarunkowaniach politycznych XX w.
Po wyzwoleniu z oflagu w Murnau pojechał do Le Corbusiera do Paryża. Wrócił nad Wisłę w 1949 r. Jego rówieśnicy w Polsce, w tym zgrupowani wokół warszawskiego Wydziału Architektury, mieli już w swoim dorobku dokonania i trudne decyzje o zasadniczym znaczeniu dla odbudowy stolicy i kraju. Sołtan miał inne doświadczenia zdobyte w bardzo różnej od ówczesnej Polski atmosferze powojennego Paryża. I jedne i drugie miały swoje, choć inne wartości. O pełne zrozumienie postaw przedstawicieli tamtego pokolenia w ówczesnych warunkach panujących w Polsce było trudno. Zwłaszcza, że po 1949 r. wymagało to zajęcia stanowiska wobec politycznie narzuconej doktryny tzw. Realizmu Socjalistycznego. Wiadomo, że część środowiska poddała się presji i próbowała w różny sposób, z przekonaniem lub bez, spełniać wymogi partyjno państwowego mecenatu. Były wśród nich także osoby o znanych nazwiskach i znaczącym dorobku sprzed 1939 r., o których postawie Sołtan, mimo upływu dziesięcioleci, wyrażał się krytycznie i z właściwą Mu dosadnością słownika. Zajmujący postawę przeciwną, przekonani o trwalszych od politycznych fluktuacji wartościach kultury, znaleźli oparcie w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Byli wśród nich m.in. architekci: Oskar Hansen, Zbigniew Ihnatowicz, Tadeusz Zieliński, Jerzy Sołtan, konstruktor Lech Tomaszewski, spośród starszego pokolenia Wojciech Jastrzębowski, zasłużony projektant wnętrz i senator II RP oraz Romuald Gutt, który był jednocześnie profesorem na Politechnice Warszawskiej.
Przemiany polityczne w Polsce, które dokonały się po 1955 r. sprzyjały rozbudzeniu nadziei na odzyskanie suwerenności i rozwój twórczości artystycznej w wielu dziedzinach: literatury, plastyki, teatru, filmu. Warszawska Akademia Sztuk Pięknych, a wśród jej profesorów przede wszystkim Sołtan, byli w tym czasie identyfikowani, z nurtem polskiego „popaździernikowego” odrodzenia intelektualnego i artystycznego.
Struktury jednopartyjnej władzy w Polsce pozostały jednak nienaruszone, a poczynione wówczas pod naporem społecznym ustępstwa w kolejnych latach ograniczano. Coraz częściej okazywało się, że czegoś już, lub w ogóle, zrobić nie można. Wielki potencjał intelektualnego rozwoju Polski po październiku 1956 został w znacznym stopniu stracony.
Projekt konkursowy polskiego pawilonu na wystawę EXPO w Brukseli będący twórczym połączeniem wizji przestrzennej, konstrukcyjnej i malarskiej nie został zrealizowany, a Polska na EXPO 58 nie miała swojej ekspozycji. W przekonaniu środowiska warszawskiego był to jeden z głównych powodów, który sprawił, że kiedy pojawiła się przed Sołtanem możliwość objęcia, z rekomendacji Le Corbusiera, profesury na Harvardzie zdecydował się na wyjazd do USA. Pytany, po latach, o powody swojego wyjazdu z Polski Sołtan wyznał, że rozczarowaniem była dla niego krytyczna ocena władz Kościoła z jaką spotkał się Jego projekt kościoła w Sochaczewie…
Stanowisko Graduate School of Design Harvard University w Cambridge było prestiżowe. Jego poprzednikami w tej renomowanej uczelni byli m.in. Walter Gropius i Jose Louis Sert. Sołtan opuścił Warszawę. Szczególnie wśród grona osób, które Go bliżej znały pozostało odczucie pustki. Wracał w rozmowach przyjaciół, interesowano się Jego dokonaniami w Stanach. W utrudnionych kontaktach podzielonego świata wiadomości o Nim docierały sporadyczne. W początku lat 70tych Sołtan znalazł się na liście skreślonych z SARP za nie płacenie składek… (Można się domyślać, że to mógł być powód dystansu do kontaktów oficjalnych z kolegami z Polski za wyjątkiem grona dobrych znajomych i przyjaciół.) Sytuacja uległa zmianie wraz z rozwojem światowej sytuacji politycznej począwszy od lat 80tych. Sołtana odwiedził wtedy Lech Tomaszewski, a po powrocie opowiedział wiele o blaskach profesorskiej kariery na Harvardzie i cieniach statusu imigranta, szczególnie w dziedzinie praktyki architektonicznej. Później sam miałem okazję poznać Shady Hill Square - purytańską kolonię drewnianych domów profesorskich, o biało szarych ścianach z palladiańskimi portykami i ciemnymi dachami nakrytymi łupkiem, wśród starych platanów, a także „pustelnię” profesora „na budach”, jak zwykł mówić o swym weekendowym domku wśród wzgórz Catskill, na którego ścianie przypięto biało czerwone wstążeczki…”Na budy”  dotarłem dzięki uprzejmości pewnego młodego architekta amerykańskiego, który praktykował u ucznia Wrighta, a Wrighta Sołtan nie lubił. Dyskusja na kontrowersyjny temat przy butelce Sherry była długa i została niezapomnianym wspomnieniem. Kontakty środowiska warszawskiego Wydziału Architektury z uczelniami amerykańskimi rozwinęły się dzięki niezwykłej, „ułańskiej”, inicjatywie Jerzego Staniszkisa, wówczas profesora University of Detroit, nawiązania akademickiej współpracy z Warszawą, której ćwierćwiecze mija w tym roku. Dało to m.in. okazję kontaktów z wieloma innymi uczelniami na tamtym kontynencie, w tym uczelnią, w której profesorem był Sołtan. Uczestnik tej wymiany, dzisiaj znany architekt Andrzej Bulanda, jako pierwszy ze środowiska warszawskiego przeprowadził z Sołtanem „wywiad rzekę”, który stał się podstawą wydanej później książki zawierającej cenne materiały źródłowe o architekturze, i ludziach i ich postawach, których Sołtan znał lub spotykał.
Szeroką dokumentację dorobku Sołtana zawiera polsko angielskie wydawnictwo Graduate School of Design Harvard University Cambridge Massachussetts i Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie z 1995 r., którego redaktorką jest Jola Gola. Monografia ta towarzyszyła Jego retrospektywnej wystawie w Akademii Sztuk Pięknych.
W tym samym czasie dzięki inicjatywie Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej podjęto inicjatywę nadania Jerzemu Sołtanowi doktoratu Honoris Causa Politechniki Warszawskiej.
Procedura formalna zajęła kilka lat. W 2001 r. Senat Politechniki Warszawskiej nadał tytuł Doktora Honoris Causa Jerzemu Sołtanowi. Piękną laudację wygłosiła Halina Skibniewska. Dyplom na pergaminie napisał klasyczną łaciną Henryk Dąbrowski wyśmienity rysownik i wierny uczeń Zygmunta Kamieńskiego. Stan zdrowia nie pozwalał już jednak profesorowi odbyć podróży do Warszawy na uroczystość wręczenia Mu Dyplomu. Delegacja Politechniki Warszawskiej udała się, więc na Harvard i tam wręczyła profesorowi, absolwentowi Politechniki Warszawskiej Dyplom Doktoratu Honorowego. W wykładzie wygłoszonym z tej okazji profesor Sołtan, oprócz podziękowania za wyróżnienie wspominał, o niezwykłym szczególe swojego życiorysu. To, że przeżył uwięzienie w oflagu w Murnau, zawdzięcza niemieckiemu komendantowi obozu, który dowiedziawszy się, że ze strony nazistów obozowi zagraża zagłada, apelował przez Czerwony Krzyż do Amerykanów, aby przyspieszyli atak zmierzający do wyzwolenia jeńców….
Od wyjazdu Sołtana do Harvardu, minęły cztery dziesięciolecia. W kulturze światowej dokonały się zasadnicze przemiany.
Sołtan, uczeń i współpracownik Le Corbusiera, był jego ideałom wierny do końca. Jak zdołał to godzić z nauczaniem pokoleń młodzieży które modernizm odrzucały?  Nauczanie przyniosło mu uznanie – tytuł: „profesora profesorów” i medal nadany przez Amerykański Instytut Architektury w 2002 r. jako wyraz szczególnego uznania dla Jego osiągnięć w tej dziedzinie. Czy ewoluowały Jego poglądy? Czy były na tyle zasadnicze, że dążenia postmodernizmu nie mogły podważyć ich podstaw? Stwierdzenie tego jest trudne. Sołtan często posługiwał się metaforą. Stosunkowo niedawno opowiadał, jak po wykładzie Franka Ghery’ego na Harvardzie, gdy zapytano czy ktoś chciałby zabrać głos zdecydował się zareagować, „mam już przecież po osiemdziesiątce” pomyślał i powiedział: „cóż są i tacy którzy lubią rzeczy nieświeże”…Większość młodzieży odniosła się do tego z dezaprobatą.
Sołtan nie wskazywał gotowych rozwiązań. Poprzez wypowiadane dygresje mógł inspirować. We wstępie do monografii o Sołtanie - Peter G. Rowe, dziekan wydziału projektowania na Harvard University napisał w 1994 r.: „Niewielu mamy takich nauczycieli architektury jak Jerzy Sołtan. W ciągu swej długiej kariery na Uniwersytecie Harvarda, a także wcześniej w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Profesor Sołtan wywarł ogromny wpływ na kształcenie wielu adeptów architektury. Jako że głupoty nie tolerował, szybko stał się sumieniem Graduate School of Design, którą stale popychał ku perfekcji artystycznej i nowemu, panhumanistycznemu spojrzeniu na projektowanie.”

Jego dzieło należy do historii kultury XX w., polskiej i światowej.

Lech Kłosiewicz

*****************************

Wspomnienie o Jerzym Sołtanie

„Per aspera ad astra” (przez trudy do gwiazd)... Znam niewielu ludzi, do których ta starożytna łacińska sentencja pasowałaby bardziej, niż do Jerzego Sołtana, którego życie i spuściznę pragniemy dzisiaj upamiętnić, z wdzięczności dla Niego i dla Jego żony Hanny, której wsparcie tak wiele dla Niego znaczyło. Pragnąc zrozumieć i docenić osiągnięcia Jerzego, musimy poznać nie tylko szczęśliwe chwile powodzenia, lecz również ciężkie czasy, jakie były Jego udziałem.
Gdy miał siedem lat, jego arystokratyczna rodzina musiała opuścić swój dwór na Łotwie i szukać w Polsce schronienia przed rewolucją rosyjską, co dla małego chłopca było z pewnością ciężkim przeżyciem. W czasie II wojny światowej Jerzy, oficer kawalerii, dostał się do niemieckiej niewoli i spędził ponad 5 lat w obozie jenieckim. Po wojnie, jako młody architekt, choć wcześniej miał zaszczyt współpracować z Le Corbusierem, który powierzał mu ważne projekty, pracował w Polsce, w której władze komunistyczne narzuciły architekturze realizm socjalistyczny w miejsce modernizmu. Wiele razy wartościowe projekty Jerzego nie były realizowane, lub oddawano je do realizacji komu innemu. W końcu jednak, po opuszczeniu Polski, znalazł zasłużone uznanie dla swej wielkości jako architekta, artysty, myśliciela i nauczyciela. Wszyscy, którzy tak, jak ja, mieli szczęście poznać Go, docenili również Jego wielkość jako człowieka.
Jerzy tak wspomina nasze pierwsze spotkanie: „Było to w słoneczny letni poranek w 1955 (w rzeczywistości 1956 – przyp. aut.) roku, w pięknym mieście Dubrowniku (starożytnej Raguzie – przyp. aut.). Dokładne miejsce? Biały – a być może złocisty – taras kawiarni "sub Jove"  (pod gołym niebem – przyp. aut.), ze wspaniałym widokiem na złociste i różowe dachy dubrownickiej starówki, od której dzieliły nas błękitne wody adriatyckiej zatoki. Okazją był IX (w rzeczywistości X – przyp. aut.) Kongres CIAM”. Spotkaliśmy się jeszcze raz na ostatnim Kongresie CIAM w Otterlo w 1959 roku, po którym Jerzy rozpoczął wykłady w Graduate School of Design.
Nasza przyjaźń, rozpoczęta w Dubrowniku, miała przetrwać pół wieku. Dziś, spoglądając wstecz, dochodzę do wniosku, że natychmiastowe zawiązanie porozumienia między nami było możliwe dzięki wielu wspólnie wyznawanym wartościom. Dzieliliśmy przekonanie o znaczeniu społecznego zapotrzebowania, jako podstawy architektury, konieczności wzajemnego przenikania architektury i sztuk wizualnych, a także zespołowej współpracy ponad wąskimi zawodowymi podziałami. Łączyło nas również doświadczenie pracy w środowiskach wielokrotnie preferujących architekturę pseudo-tradycyjną – Jerzy w Polsce, ja zaś w pierwszych latach nazistowskiego reżimu w Austrii. Obydwaj byliśmy gorliwymi wyznawcami modernizmu w architekturze, doceniając zarazem znaczenie historii – najprawdopodobniej ze względu na nasze pochodzenie i wykształcenie.
Gdy Jerzy odwiedził mnie raz w Wiedniu, udaliśmy się na dwa wzgórza ponad miastem, każde z kościołem na szczycie. Z tych wzgórz w 1683 roku zeszła z odsieczą miastu oblężonemu przez Turków polska jazda pod komendą króla Stanisława (Jana - przyp. tłum.) Sobieskiego. W tym historycznym miejscu, w bocznej nawie jednego z kościołów, Jerzy poprosił mnie o sfotografowanie fresku przedstawiającego herb Jego rodziny – jeden z Jego przodków brał udział w odsieczy.
Mniej przyjemne wspomnienia wyniósł Jerzy z wizyty w miejscu swego urodzenia we wsi na Łotwie. Jeszcze przed odzyskaniem przez ten kraj niepodległości udało się mu potajemnie odwiedzić to miejsce, co jednak okazało się, jak mi później opowiadał, przygnębiającym przeżyciem. Dwór był całkowicie zdewastowany, przyległa oficyna częściowo zrujnowana i opuszczona, rodzinna kaplica zamknięta na cztery spusty, zaś dozorca tak pijany, że nie sposób było się z nim porozumieć.
Doświadczenie wiedeńskie napełniło Jerzego dumą – czego, będąc skromnym człowiekiem, nigdy nie okazał – wspomnienie z wizyty na Łotwie zaś z pewnością uzmysłowiło Mu niestałość i kruchość ludzkiej fortuny. Tego rodzaju przeżycia i związane z nimi przemyślenia uczyniły Jerzego Sołtana wspaniałym nauczycielem, czego dowodzą wypowiedzi Jego dawnych studentów oraz liczne wyróżnienia. Otrzymany od AIA (American Institute of Architects) oraz Stowarzyszenia Szkół Architektury medal Topaz jest przyznawany za „życiowe osiągnięcia w nauczaniu, pracy twórczej oraz służbie dla rozwoju kształcenia architektonicznego, wykazane w szczególności przez nauczanie o wielkiej wszechstronności i oddziaływujące na szerokie rzesze studentów, oddanie zarówno przeszłości jak i przyszłości, a wreszcie umiejętność pracy poza specyficznym zawodowym obszarem, lub tworzenia więzi pomiędzy takimi obszarami.”W
zabytkowym Wadsworth House na Uniwersytecie Harvarda miała miejsce uroczystość przyznania Jerzemu doktoratu honoris causa Politechniki Warszawskiej, gdzie wręczono Mu pięknie wykaligrafowany dokument i wygłoszono laudację. Dla mnie najbardziej wzruszającą chwilą była odpowiedź Jerzego, wówczas już 88-letniego pana. Powiedział, że pragnie złożyć hołd wszystkim swoim nauczycielom, przede wszystkim Le Corbusierowi. Pragnął również, jak się wyraził, przekazać pamięci potomnych czyn niemieckiego komendanta oflagu w Murnau, w którym spędził pięć wojennych lat. Oficer ten nie tylko zezwalał jeńcom na organizowanie samokształcenia oraz imprez kulturalnych, lecz również na koniec faktycznie uratował im życie. Dowiedziawszy się, że SS zamierza wymordować jeńców, poinformował o tym generała Pattona. Przybyłych następnego dnia nazistów oczekiwały amerykańskie czołgi.
Opowiadanie to pokazuje Jerzego, jako człowieka o wielkiej uczciwości – niezbędnym przymiocie nauczyciela architektury. Nie jest to oczywiście jedyna cecha konieczna, innych nie ma potrzeby tutaj wymieniać. Jerzy posiadał wszystkie potrzebne przymioty w wielkiej obfitości, obok autorytetu wybitnego twórcy w dziedzinie architektury, urbanistyki i sztuk plastycznych.
Chociaż nie udało mi się podziwiać Jego dzieł w Polsce inaczej, niż na ilustracjach – na przykład warszawskiego stadionu sportowego – znam Jego prace zrealizowane w Ameryce we współpracy z Albertem i Brendą Szabo. Miałem także szczęście odwiedzić zaprojektowany przez Niego dom w Sparozie koło Aten dla Jacqueline Tyrwhitt – koleżanki z GSD i ważnej działaczki CIAM. Dom, o bezpretensjonalnej, acz wyszukanej architekturze, spełniający wszelkie potrzeby właścicielki, zbudowany z kamienia i betonu, znakomicie wpisywał się w otaczające go winnice i sady oliwne – modelowy przykład stylu współgrającego z greckim krajobrazem, bez uciekania się do pastiszu - według słów Jerzego współistnienie starego z nowym.
Mając zaszczyt obserwowania Jerzego przy pracy przez wiele lat, stwierdzam, że jako nauczyciel oddawał z siebie wszystko, mając świadomość ograniczania w ten sposób własnej twórczości architektonicznej. Swoje wystąpienie po otrzymaniu nagrody francuskiej Akademii Architektury zakończył słowami: „La pedagogie peut bien devenir une force devastatrice (nauczanie może łatwo okazać się niszczycielską siłą)”.
Od swych studentów wielokrotnie otrzymywał entuzjastyczne wyrazy uznania. Wielu z nich usłyszą państwo za chwilę. Pragnę podziękować tym, którzy zechcieli podzielić się ze mną swymi wspomnieniami o Jerzym, osobiście lub listownie, i zakończę cytując kilka wypowiedzi absolwentów.
Jeden z nich, spotkany przeze mnie kilka lat temu w Houston w Teksasie, powiedział mi: „Wszystko, czego nauczyłem się o architekturze, pochodzi od dwóch osób – Jerzego Sołtana i Józefa Zalewskiego”. Inny dawny student, dziś właściciel znanej pracowni na Manhattanie, a ostatnio wykładowca na GSD, dedykował swój cykl wykładów Jerzemu Sołtanowi, i napisał o nim: „Nauczył mnie wielu rzeczy, na przykład patrzenia i projektowania ręką, głową i sercem. Pytał na przykład – a gdzie kwiaty? Uczył mnie dostrzegać niebo, światło, drzewa i wodę”.
Jeszcze inny, później przez 10 lat wykładowca na GSD, a następnie dziekan wydziału na innej uczelni, mówił tak: „Jerzy pozostanie na zawsze moim mistrzem; jego nauki ukształtowały sposób widzenia architektury mój, a także setek czy nawet tysięcy moich uczniów”.
Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź studenta, który pisząc do mnie z dalekiego Bhutanu, w ten sposób mówił o tym, co zawdzięcza Jerzemu: „Patrzył na ludzkość z zaraźliwą nadzieją i optymizmem, zmuszając nas do nieustannego myślenia. Wielu z nas do dziś niesie rozpaloną przez niego pochodnię. Pozostał w naszej pamięci jako wielki nauczyciel”.
Wreszcie absolwent, który utrzymywał z Jerzym kontakt przez ponad 40 lat, w ten sposób podsumował swoje spostrzeżenia: „Sołtan posiadał dar wyczuwania twórczego potencjału u innych, zmuszając ich do wykorzystywania w pracy wszystkich umiejętności... Gdy uważał, że ktoś nie dokłada pełni starań, mówił: „Nie ma tu dość twojej energii”, lub: „Nie, to nie jest doskonałe. Ciebie stać na doskonałość”.
Również mnie zdarzyło się być zachęconym przez Jerzego do zrobienia czegoś, czego wcześniej nie próbowałem. Kiedyś pokazałem mu swój rysunek kościoła w Porto Venere we Włoszech. Wtedy on zaproponował mi wykorzystanie tego widoku do kartki świątecznej. Od tego czasu wysyłam do przyjaciół na Boże Narodzenie karty z własnymi rysunkami.
Ze strony Jerzego miałem również znakomite wsparcie jako dyrektor instytucji, w której dzisiaj się spotykamy. Jerzy uwielbiał zarówno ten corbusierowski budynek, jak i oryginalny program studiów plastycznych i kształtowania środowiska, zgodny z Jego własnymi ideałami.
W pojęciu Jerzego nauczanie nie było czysto osobistą sprawą. Pracę wydziału architektury traktował jako wielki wysiłek zespołowy. Będąc dziekanem naszego wydziału w latach 1967-1974, przewodniczył mu wyłącznie jako primus inter pares. Współpracując z reprezentacją studentów dążył do wykorzystania w każdym Jego twórczego potencjału. Udało Mu się stworzyć wybitny zespół.
W latach, gdy był dziekanem wydziału, a także później, gdy przewodniczył komisji ds. kadrowych, zostało tu zatrudnionych wielu znakomitych wykładowców, o znanych nazwiskach, między innymi Edward Baum, Urs Gauchat, zmarły niedawno Roger Montgomery, Joseph Rykwert, Adele Santos, Dan Schodek, Jorge Silvetti, Alexis Tzonis, Gino Valle, Shadrach Woods, Ilhan Zeybekoglu. Jestem szczęśliwy, że wielu z nich w dalszym ciągu wykłada na GSD – uczelni, która jest winna Jerzemu wdzięczność za Jego wkład osobistej wiedzy i kultury oraz za poświęconą jej energię, zaangażowanie i niezawodne poczucie humoru.
Życie Jerzego Sołtana nie było łatwe. Było to jednak życie bogate, pełne piękna i poezji. Jako nauczyciel dzielił się hojnie swym duchowym bogactwem. Pozostanie na zawsze w pamięci tych, którzy mieli szczęście Go poznać.

Eduard F. Sekler © 2006
Carpenter Center for Visual Arts
Harvard University, Cambridge, Mass.
3 marca 2006 r.

Tłumaczenie: Jacek Luba

 

 

Zobacz karty obiektów tego architekta:

Galeria:

Gmach Ubezpieczalni Społecznej w Wilnie; fot.: Jan Bułhak, Architektura i Budownictwa 11-12/1938; http://bcpw.bg.pw.edu.pl/dlibra/doccontent?id=2471&dirids=1Bar Wenecja w Warszawie; fot.: http://smilingfacessometimesbutonlysometimes.blogspot.com/2011/04/warszawa-o-zniszczeniu-i-odbudowie.html

Źródła:

Udostępnij na:
Biogram dodano: 19.11.2011 | Aktualizacja: 16.09.2016, 11:08:08