Izba Architektów Rzeczypospolitej Polskiej
Stowarzyszenie Architektów Polskich
Marek LeykamBohdan SzermerAndrzej Józef GrudzińskiZygmunt LutomskiStanisław ZiemskiJan Mieczysław SokolskiEugeniusz KozincewFranciszek PiaścikZbigniew BonickiWojciech MichalskiAdam Jan JareckiHenryk PyckaStanisław AlbrechtZenon BuczkowskiAndrzej BetkaJerzy StankiewiczJan WellengerTomasz Piotr TaczewskiStefan NarębskiMichał Marian BuszekJacek KardaszewskiWładysław Jan WołczyńskiAleksander KodelskiJan Bitny-SzlachtaEdward UsakiewiczMarian SpychalskiAndrzej Jan MisiorowskiLucjan KorngoldTadeusz Edmund Jan KozłowskiAndrzej RomanowiczJacek JanczewskiTadeusz BystrzyckiFeliks JezierskiStefan CybichowskiWładysław JastrzębskiAleksander MakagonJan KossowskiZdzisław Stefan MichalskiAleksander JózefowiczMieczysław PopielWojciech Aleksander WolnyMirosława PawłowskaAleksander Leszek FrantaAdam Wacław KühnelRudolf Piotr Buchalik
In memoriam - Pamięci Architektów Polskich
Witold Skawiński
Członek Stowarzyszenia Architektów Polskich

arch. Witold Skawiński

* 21.03.1925, Warszawa

† 10.12.1996, Koszalin

Witold Skawiński - architekt.
Członek SARP (od 1970).
Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej (1954).

Projektant w Wojewódzkim Biurze Projektów Gospodarki Komunalnej w Gdańsku (1954-57). Architekt powiatowy w Nowej Soli (1957-60). Projektant w biurze Miastoprojekt w Koszalinie i Kołobrzegu (1960-67). Zastępca dyrektora ds. technicznych Przedsiębiorstwa Budownictwa Ogólnego w Legnicy (1967-70). Architekt Miejski w Koszalinie (od 1971), zastępca dyrektora ds. technicznych Biura Projektów Komunalnych w Koszalinie, Architekt Wojewódzki w Koszalinie (do 1990).

Członek Prezydium ZO SARP (1993-1996).

Kapral AK, pseudonim "Witold". Uczestnik Powstania Warszawskiego. Jeniec wojenny.

Pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie.

 

WSPOMNIENIE

Wspomnienie o arch. Witoldzie Skawińskim

Ojciec mój Witold Skawiński urodził się 21 marca 1925 roku w Warszawie. Wkrótce jednak rodzina zamieszkała w Racocie, gdzie dziadek mój Józef Skawiński znalazł zatrudnienie w dyrekcji tamtejszej stadniny koni. Mieszkanie w jednym ze skrzydeł racockiego pałacu do wybuchu wojny pozostawało centrum rodzinnego życia - zwłaszcza latem, kiedy to zjeżdżali wszyscy dalsi i bliżsi krewni. Po nieudanej ewakuacji stadniny we wrześniu 1939 r. Skawińscy powrócili do Warszawy. Zarówno mój dziadek, jak ojciec i wuj zaangażowali się w działalność konspiracyjną Armii Krajowej. Kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie wszyscy trzej przystąpili do działań z bronią w ręku, pozostałą w domu babcię przyprawiając o piekło lęku o najbliższych: Ojciec mój, wówczas dziewiętnastoletni (ps. "Witold") należał do batalionu "Harnaś", który walczył głównie w Śródmieściu, Dziadek Józef Skawiński (ps. "Rawicz") oraz mój siedemnastoletni wówczas Wuj Wacław (ps. "Wacek") - do batalionu "Gustaw", który działał na Starówce. Przez cały czas Powstania, a także po jego upadku, Ojciec, Dziadek i Wuj nie znali swoich losów, przez długi czas nie znała ich także Babcia Janina Skawińska. Ojciec trafił najpierw do obozu jenieckiego w Austrii, w okolicach Linzu, potem w b. Jugosławii (koło Mariboru), skąd podejmował kilka prób ucieczki. W 1945 r. dołączył do Armii Andersa, stacjonującej pod Neapolem, potem przebywał w obozie dipisów w Wielkiej Brytanii.

Do Polski Ojciec wrócił w lipcu 1946 r. Dziadkowie mieszkali już wówczas w Sopocie. Ojciec zamieszkał jednak u dalszej rodziny w Kaliszu, tam też podjął przerwaną przez wojnę naukę. W kaliskim liceum zdał egzamin maturalny. W 1948 roku rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej. W 1952 roku ukończył studia I stopnia, uzyskując tytuł inżyniera architekta, w roku 1954 - studia II stopnia, z tytułem magistra architektury. W marcu 1954 r. rozpoczął pracę w Wojewódzkim Biurze Projektów Gospodarki Komunalnej w Gdańsku. Skierowanie do pracy w WBPGK obowiązywało do 1957 r., w tym samym też roku Ojciec mój z własną już rodziną - żoną Marią i dwiema córkami Anną i Małgorzatą, wyprowadził się z Trójmiasta do Nowej Soli. Tu objął stanowisko architekta powiatowego.

Po trzech latach w Nowej Soli kolejnym przystankiem stał się Koszalin, dokąd przyjechaliśmy w 1960 r. Witold Skawiński podjął pracę w "Miastoprojekcie", po roku zaś trafił do filialnej pracowni w Kołobrzegu. Jako projektant, a także jej kierownik Ojciec mój pracował tu do 1967 r., kiedy to Rodzice podjęli decyzję o kolejnej przeprowadzce - tym razem do Legnicy, gdzie Ojciec objął stanowisko zastępcy dyrektora ds. technicznych Przedsiębiorstwa Budownictwa Ogólnego (nie jestem pewna tej nazwy). W 1968 r. wróciliśmy do Kołobrzegu, Ojciec - do tej samej pracowni projektowej. W grudniu 1970 r. ostatnia już przeprowadzka ponownie zawiodła do Koszalina, gdzie Rodzice moi pozostali do końca życia. Na początku lat 70. Ojciec mój był architektem miejskim Koszalina, przez wiele lat - zastępcą dyrektora ds. technicznych Biura Projektów Komunalnych, wreszcie architektem wojewódzkim. Z tej też funkcji przeszedł na emeryturę w 1990 r., nie rezygnując jednak z prac projektowych.

W domu moich rodziców zawsze była rozstawiona deska kreślarska, przy której Ojciec tworzył swoje projekty. Trudno jednak jest mi wymienić konkretne obiekty przez Niego zaprojektowane. Były to zarówno budynki mieszkalne, wielorodzinne i jednorodzinne, domy wczasowe, a także obiekty przemysłowe i sportowe. Wśród tych niewielu, które mogę wskazać ponad wszelką wątpliwość, jest osiedle mieszkaniowe "Milenium" w Kołobrzegu, które projektując Ojciec dokonywał cudów ekwilibrystyki architektonicznej, aby pogodzić bezlitosne i absurdalne normatywy późnej epoki gomułkowskiej z wymogiem funkcjonalności. Z tego, co wiem, te wysiłki zyskały uznanie mieszkańców tego osiedla.

Architektura była nie tylko zawodem, ale też wielką pasją mojego Ojca, ale nie jedyną. Był człowiekiem niezwykle oczytanym, o rozległej wiedzy humanistycznej. W szczególności interesował się historią powszechną, zarówno minionymi epokami jak i dziejami najnowszymi. Do ukochanych Jego książek historycznych należały "Dzieje Anglii" Andre Maurois, ale także historyczna saga Antoniego Gołubiewa o Bolesławie Chrobrym, książki Jasienicy, biografie wielkich polityków: od Talleyranda po Piłsudskiego czy Churchilla i wiele innych. Doskonała pamięć i umiejętność łączenia historycznych faktów w logiczną całość sprawiały, że nie tylko interesująco, ale też ujawniając procesy historyczne potrafił objaśniać mechanizmy kierujące wydarzeniami dawnymi i aktualnie się dziejącymi. Jako niezrównany lektor wprowadzał nas - swoje córki - w świat literatury pięknej. Nie tylko czytał nam, ale cytował z pamięci obszerne fragmenty "Pana Tadeusza" czy Sienkiewiczowskiej "Trylogii", której wszystkie wątki potrafił przywołać z precyzją, choć była to Jego lektura chłopięca, przedwojenna jeszcze. Jego opowieści zaś z czasów racockiego dzieciństwa, a także te późniejsze - zwłaszcza powstańcze - budziły wyobraźnię i emocje, bo też potrafił opowiadać jak nikt inny, nadając przywoływanym epizodom intensywność i wyrazisty koloryt.

Drugą wielką pasją mojego Ojca było wędkarstwo, któremu - poza lekturami, których kilka równocześnie towarzyszyło Mu zawsze - oddawał się w każdej swojej wolnej chwili. Do ostatnich niemal dni życia swoją energię, wiedzę i umiejętności poświęcił rewitalizacji leśnego ośrodka wczasowego nad jeziorem Lubie, które ukochał szczególnie.

Pośród rozlicznych obowiązków - do ostatnich niemal dni życia projektował - nie zauważył narastających problemów zdrowotnych. Dopiero po zakończeniu sezonu nad Lubiem, we wrześniu 1996 roku zgłosił się do lekarza. Po dramatycznie krótkiej walce z chorobą nowotworową zmarł trzy miesiące później - 10 grudnia 1996 r.

Współpracownicy mojego Ojca, których czasem spotykam, wspominają Go jako świetnego fachowca, wymagającego ale zawsze sprawiedliwego szefa, człowieka prawego i uczciwego, budzącego szacunek ale i sympatię. Bo był też człowiekiem uroczym, towarzyskim, obdarzonym poczuciem humoru i prawdziwie renesansowym umysłem. Był wspaniałym mężem, bez którego moja Mama nie potrafiła żyć i, zrządzeniem okrutnego, czy raczej łaskawego losu, półtora roku po Nim umarła na ten sam rodzaj nowotworu (!). Był też wspaniałym Ojcem i Dziadkiem, Przyjacielem, niezrównanym Kompanem.

Być może domieszka krwi tatarskiej, jaką Skawińskim zaszczepiła Babcia Janina (z domu Melikiewicz), sprawiła, że przez długie lata pozostawał niespokojnym duchem, szukającym swego miejsca na świecie. Tym ostatnim - na bez mała 30 lat - stał się Koszalin.

Małgorzata Kołowska

 

 

Galeria:

Legitymacja członka SARPW biurze (źródło: archiwum rodzinne)

Źródła:

Udostępnij na:
Biogram dodano: 03.12.2011 | Aktualizacja: 10.12.2018, 00:05:33 | Wyświetleń od 01.01.2018 r.: 928